RSS
czwartek, 08 września 2011
wpis

 Już nie padam na twarz, odpoczywam, ile się da, poleguję, leniuchuję, nawet obiadów mało co gotuję - bo mi sił brak. Młody ciśnie, skacze, wierci się, kręci, podskakuje, przeponę blokuje, co zgagą skutkuje.

  Większość rymów wyszła przypadkiem, urażonych marnością wypowiedzi przepraszam za narażenie na jakieś tam skutki uboczne. Na pewno jakieś będą, ale ps. reklamacji za czytanie tego, khym khym bloga, nie uwzględnia się.

 Prawko mam od dwóch dni, tak fizyczne w rękach, a już się uzależniłam od samochodu. Ileż ja mojego życia zmarnowałam poruszając się komunikacją miejską! A tak to myk, myk i już na miejscu.  Trochę się bałam, że zanim odbiorę, to brzuch będzie mi wystawał nad kierownicę i nie będę miała nią jak kręcić, ale (jeszcze) daję radę.

 Bałam się autka bez wspomagania kierownicy i zupełnie niepotrzebnie. Może jak będę miała skurcze to faktycznie ciężko będzie mi zaparkować, ale dupa tam, co nas nie zabije, to nas wzmocni.

 Na stronie poczty WP gdzieś tam na górze wyskakuje mi co dzień mój dzienny horoskop, czasem tam zaglądam i tak tez stało się dziś, a w nim:
"Zaplanuj podróż. Jeżeli jesteś samotna nie bój się przemieszczania i przełamywania granic. Świat stoi przed Tobą otworem. W podróży masz dużą szansę, odnaleźć swoją drugą połówkę, która niekoniecznie jest tej samej narodowości co Ty." - toteż przemieszczam się dziś intensywnie , ale nie widziałam chyba nikogo o obcym rodowodzie, przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. I tak się też zastanawiam, którym to otworem świat do mnie się kieruje, ale to się okaże :)

 W ramach przemieszczania się byłam dziś u gina i chyba nie doczekam miesiąca, który mi został do planowanego terminu porodu, bo młody jest już w szyjce i lada dzień mogę się rozsypać, co powinno mnie jakoś pilniej skłonić do spakowania się do szpitala, ale jakoś mi się nie chce.

 Czekam więc i z jednej strony nie mogę się doczekać, aż położę się jak człowiek i ubiorę bez stękania, ale z drugiej niech sobie tam jeszcze posiedzi, muszę się najeździć na zapas, zanim zostanę udupiona w kupkach i zupkach.

 Hough!

 

11:25, bena1209
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2011

zdałam, zdałam, zdałam

 za dwa tygodnie odbiór plastiku i koniec z męczarnią w MPK

samochód, hmmm, coś sie wynajdzie myślę, albo będe pożyczać od rodziców i siostry

rodzice przyjechali z sanatorium, działka mnie już nie interesuje, wreszcie może odpocznę, jupi !!

 


10:50, bena1209
Link Komentarze (6) »
czwartek, 11 sierpnia 2011
zmęczona

 Coroczna masakra z warzywami z działki rodziców. Wyjechali sobie cwaniaki oboje do sanatorium, a ja siedzę w ogórkach, pomidorach, cukiniach i jabłkach. Mam ich już serdecznie dość.

 Mam już krokodylki, z tym, że ja zapomniałam odlać wodę z odstałych ogórków i dobrze, nie są tak straszliwie ostre, w sam raz po prostu, sałatkę szwedzką, trochę kiszonych i wczoraj od przyjaciółki dostałam przepis na ogórki (bądź cukinie) w zalewie musztardowej. Będą robione dziś, jak zachce mi się ruszyć dupę po musztardę miodową, która ponoć najlepiej do nich pasuje. Na razie stygnie zalewa na korniszony.

 Miałam odpoczywać na zwolnieniu, tydzień już minął, a ja nadal ciągle na wysokich obrotach. Miałam wygłaskać całe mieszkanie, dopóki się jeszcze jako tako turlam, ale cholera, nadal nie mam czasu na to wszystko.

 Ale na plus mam, że tydzień temu, jak byłam u lekarza, to ważyłam kilo więcej niż przedwczoraj:)

 I gina muszę zmienić, bo ta pinda, do której chodziłam do tej pory twierdzi, że moja praca w ponad 30 stopniach, w metalowo-szklanej pancernej klatce 1,8 na 2 m, po 12h nie kwalifikuje mnie do zwolnienia lekarskiego. Nieważne, że połowa 8. miesiąca, że przez te 12h uciskam brzuch, robię setkę przysiadów do klientów wstań-usiądź, usiądź-wstań, do tego tarzanie się na czworaka przy sejfie, że gdybym zemdlała, to czołgu by potrzeba do rozwalenia mojego stanowiska pracy i wyciągnięcia mnie stamtąd. Nie, bo ta pizda nie ma na zwolnieniu miejsca na wpisanie złych warunków pracy, wrrr. Nie dostanie ode mnie łapówki, o nie!

 A młody się wierci i siedzieć nie daje, chodzić za bardzo też nie, że o leżeniu nie wspomnę.

 Czy ja w ogóle zdążę się wynudzić, zanim młody się urodzi i da mi zajęcie na wiele kolejnych miesięcy?

  Na pociechę mam, że poprzychodziły mi wreszcie wszystkie pozamawiane rzeczy z allegro i wszystko jest super, jak na fotkach.   



13:48, bena1209
Link Komentarze (3) »
sobota, 30 lipca 2011
wpis bez tytułu

 Dawno sie tu nie meldowałam. Prawdopodobnie i tak nikogo to nie zainteresuje, ale nie mam czasu, narzuciłam sobie dośc żwawe tempo życia i dobrze, czas szybciej leci. I tyć nie ma za bardzo kiedy. No trochę się przytyło, ale nie to, co w pierwszej ciąży. Nie ma porównania.

 Mimo to zaczynam się toczyć, nie ma jak długo siedziec, ani jak leżeć, stać czy chodzić za długo tez nie można. Nic to, jeszcze dwa miesiące i będzie lżej. Mówią, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. W takim jednak przypadku stal czy diament to przy mnie powinny być miękkimi materiałami do obróbki ręcznej.

 Kurs na prawko odwalony, część teoretyczna zdana z palcem w nosie, teraz zobaczymy, co dalej. Bardzo chciałabym to mieć za sobą za pierwszym razem, bo nie mam czasu.

 Zresztą zwrot "nie mam czasu" stał sie moim hymnem odkąd oswoiłam sie z myślą, że jestem w ciąży. Ze wszystkim jestem na styk, ciągle w biegu, nie ma kiedy odsapnać, a właśnie teraz powinnam mieć czas dla siebie, chociażby żeby pomiziać się po skopanym brzuchu.

 Kurs, kucie, jazdy, do tego praca w pełnym wymiarze, czyli po 12h i dom do ogarnięcia tradycyjnie. I znudzone deszczowymi wakacjami dziecko. Jeszcze dwa dni temu brałam nadgodziny, żeby dorobić sobie parę zł, na samochód zbieram, a co! ;)

 Przychodzę z pracy to tylko mam siłę na wyszorowanie się i to szybko, pod prysznicem i spać. Wolny dzień jest zawsze mało wolny, zapierniczam jak mały samochodzik, aż mi słabo chwilami, no ale ja nie mam czasu sie rozczulać nad sobą. Nie mam czasu.

 Jeszcze żebym mogła liczyć na męża, na dośc duże przecież dziecko...ale to rzadkość. Liczyć umiem, więc liczę na siebie, proste, co sprowadza sie do tego, że NIE MAM CZASU :)

 Na szczęście jeszcze tylko 3 dni pracy i spadam na zwolnienie, będe miała więcej czas dla siebie i na odpoczynek i na wszystko. Tak myślę. Ale znając mnie, to zajmę sobie czas po dziurki w nosie, żeby nie siedzieć i nie żreć z nudów. Zobaczymy, będzie, co ma być.

 

 

16:22, bena1209
Link Komentarze (4) »
niedziela, 05 czerwca 2011
niepełnosprawna brzuchowo
jednak baby to wredne są...kiedyś nazwałam ciężarną koleżankę "niepełnosprawną brzuchowo"...odwdzięczyła się...

że też to w ogóle zapamiętała - ja tak palnęłam ni z gruszki ni z pietruszki ponad pół roku temu, bo ciężarnych nie cierpię, szczególnie, jak robią z siebie ofiary. 

Siebie też nie lubię takiej tłustej. ble. Ale jeszcze ze 4 miesiące i bedę się mogła wziąć za siebie :d

 Zdechnięta jestem. Zmienniczka na urlopie to trochę za nią dniówek wzięłam, do tego prawko się robi, domem się nie zajmuję kompletnie, bo nie chce mi się. Rodzina ma to w dupie, to ja sie będę przejmować, w końcu niepełnosprawna brzuchowo jestem i mogliby mnie trochę wyręczyć, ale po co. Moze samo się zrobi.

 Tempo wzięłam ekspresowe, już jestem po teorii i 4 jazdach, rewelka, dlaczego ja do tego wcześniej nie wróciłam, to nie mam pojęcia, kocham prowadzić. I do tego instruktor mi mówi, że nie mamy wiele do nadrobienia, czyli, że nauka te ok. 15 lat temu nie poszła całkiem w las.

 Acha i te ludzie jakieś ślepe są, nadal niekórzy nie widzą, że jestem w ciąży. Np. jakaś babcia w autobusie, w sumie mogłam ją olać i nie ustąpić, ale mama mnie zawsze uczyła, że głupszemu się ustępuje. a poza tym zawsze mam coś podobnego w zapasie:
Akcja na mohery

Idę sie chyba walnąć spać, bo na spanie jakoś też czasu ostatnio nie mam.

20:54, bena1209
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 maja 2011
rurz i już

 Śmiać mi się chce z samej siebie. Po dzisiejszym usg, które poświadczyło, że moja intuicja działa prawidłowo, poszłam sobie kupić coś, co na mnie wejdzie. Przymierzyłam kilka bluzek, niewiele, bo z 6 tylko i wybrałam rurzową, haha. Hormony mnie rozwalają ;)

 A jak kiedyś się nie posłucham własnej intuicji to się sama strzaskam po pysku.

 
 

 Poza tym, kiedy wróciłam do domu, zdążyłam zamknąć za sobą drzwi - domofon. Listonosz przyniósł mi paczuszkę z koszulką "Dzieciak na pokładzie", odlotowa jest, chociaż za duża, a myślałam, ze L to już tak w sam raz będzie, ech. Pewnie do niej niedługo dorosnę.

 W sumie połowa ciąży już za mną, wg mnie wyglądam słoniowo, ale ludzie mówią, że nie widać. No fakt, jak założę luźny ciuch to i nie rzuca sie tak bardzo w oczy. Większe wieloryby pływają po chodnikach i nie są ciężarowe. Amerykański model życia pozbawia mnie jakichś większych kompleksów.

 Żeby mi sie nie nudziło, to po 15 latach przerwy poszłam znów na kurs prawa jazdy. Tym razem sobie nie daruję, muszę zdać. Muszę! Stara baba bez prawa jazdy...czuję się w tej dziedzinie niepełnosprawna, a ja nie lubię być gorsza. Tak, że teraz doszła mi gimnastyka z pracowymi zmianami, żeby jakoś na te wykłady móc chodzić. Zobaczymy, na ilu mi się uda być.

pozdro ode mnie i mojego małego faceta :)

14:04, bena1209
Link Komentarze (3) »
czwartek, 05 maja 2011
i po majufce

 no tak, przez tą zimę zapomniałam, że majówka nam minęła.

 30 kwietnia A.D. 2011 zalało mi chałupę. Po raz pierdyliard piąty pękł wężyk doprowadzający wodę tym razem pod kranem w łazience. Cała chałupa płynęła wartkim strumykiem zalewając wszystkie domowe pomieszczenia i piwnice sąsiadów. Wróciliśmy w błogim nastroju z grilla i kilka godzin zeszło nam z doprowadzeniem mieszkania do stanu używalności. Szczęście w nieszczęściu, że nie stało sie to dzień później, kiedy wyjechaliśmy na cały dzień, bo tego panele by już nie przeżyły na bank.
 A pojechaliśmy do Bałtowa do Parku Jurajskiego. Trochę się tam zmieniło od naszego ostatniego pobytu, tak mniemam, bo  podczas  naszego "spaceru" deszcz zapierniczał równo. I równo 3 h. Więc za wiele to tam nie widziałam.

 Na szczeście wyszło słońce i całą resztę dnia spędziliśmy na wesołym miasteczku. Powiem tak - rollercoaster do kitu, nuuuuda. Ale piracki statek, czyli zajebiaszcza huśtawka, to już było to, co tygryski lubią najbardziej. I dziecko mam niezniszczalne, ale to już wiadomo.

 A we wtorek śnieg, ciekawostka przyrodnicza. tfu, na psa urok. Wiosnę bym chciała w maju, czy to naprawdę tak wiele??

 Jutro wreszcie do pracy, koniec urlopu. Ale to i dobrze, bo już mi sie dawno znudziła rola kury domowej z obiadkami, praniami, sprzątaniem itp. Praca - Hura!!

18:15, bena1209
Link Dodaj komentarz »

Fantastyczny głos, zadżebisty tekst, aż zaczęłam żałowac, ze olewam programy typu Mam talent i inne X faktory - proszę państwa, ostatnio przeze mnie odkryty, Piotr Lisiecki!


 

 

14:32, bena1209
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 kwietnia 2011
świąteczny nastrój

Teściowi chemia się nie przyjęła. Wypisali go przed planowanym terminem ze szpitala, guz nieoperacyjny. Rośnie. Zostało tylko czekać.

Wesołe święta się zapowiadają. Nie ma co.

Przyszło mi do głowy, że mój SEN sprzed kilku tygodni mógł być poniekąd proroczy.

Tylko tam było więcej trupów, może to po prostu zapowiedź kostnicy? A może to ja we śnie szłam z tym wózkiem? Tylko, że ma być wg mnie chłopak. Sny śnią sie na opak. Może to nie o teścia chodzi, tylko o jakąś kobietę?

Wszystko może, może, może - nienawidzę niepewności i czekania. Wszystko sie wyjaśni w ciągu kilku dni, tygodni, może miesięcy...

 


10:39, bena1209
Link Komentarze (1) »
piątek, 15 kwietnia 2011
dziś tylko link

bo rewelacyjny tekst, prawdziwy


Patologia lat '80 XX wieku


13:55, bena1209
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4